Apel mamy

6/06/2016

Położna = Doula = Przyjaciel

Mój Dzień Spotkania zbliża się wielkimi krokami. Jestem w 38 tygodniu ciąży i jestem gotowa. Wybrałam szpital, w którym sama przyszłam na świat. Jestem sentymentalna, ale jestem również realistką i moją uwagę zwrócił fakt, że placówka została nagrodzona  w akcji „Rodzić po ludzku”, jak również realizuje program „Szpital Przyjazny Dziecku”.

To moje pierwsze dziecko i pierwsze doświadczenia z tego typu placówką. Jako laik dostrzegam plusy pojedynczych sal do rodzenia, wyposażonych w worki sako, drabinki, specjalne krzesełka oraz wielofunkcyjne łóżka , ale widzę również bardzo słabe warunki lokalowe  i sanitarne oddziału. Opinie o personelu, jego fachowości, a przede wszystkim wyrozumiałości, cierpliwości i empatii w stosunku do kobiet ostatecznie przekonują mnie o słuszności wyboru.

Staram się nie czytać dramatycznych, często nawet makabrycznych wspomnień kobiet z sal porodowych. Niestety, mój stan skłania do tego typu wynurzeń wiele znajomych, a często nawet zupełnie obcych mi kobiet. Po opisach tych wszystkich traumatycznych wydarzeń na porodówkach, w wypowiedziach przewija się jeden wątek „najważniejsze to mieć swojego lekarza lub położną”. I tu pojawia się problem. Lekarz, który prowadzi moją ciąże nie pracuje w żadnym szpitalu, był moim lekarzem zanim jeszcze zdecydowałam się na dziecko, wtedy nie myślałam o korzyściach płynących z jego zatrudnienia w którejkolwiek placówce. Pozostaje wynająć położną, to nawet lepszy wariant, według raportu World Health Organization położna została uznana za najodpowiedniejszą osobę do świadczenia podstawowej opieki zdrowotnej przy porodzie naturalnym. Za najważniejsze w tym zawodzie uznano wysokie kompetencje oraz zdolność do samodzielnego i niezależnego działania, tak więc to położna  prowadzi większą część porodu. Tutaj następuje szok- „mój” szpital nie zezwala na tego typu praktyki! Dlaczego? Niestety, nie wiem, pewnie nie zdążę tego ustalić przed Ostatecznym Rozwiązaniem.

Gdyby nie powaga całej sytuacji mogłabym napisać „o ironio!”, ale nie sarkazm mi teraz w głowie. Jak to możliwe, że mogę wybrać swojego lekarza rodzinnego, stomatologa, lekarza specjalistę jeśli zajdzie taka potrzeba, wszystkie te osoby należycie poznać i przekonać się co do ich kompetencji, a nawet zdolności i predyspozycji społecznych, a w razie „konfliktu interesów” poszukać pomocy u kogoś innego, a nie mogę wybrać  osoby która będzie obecna przy tak niezwykle intymnym wydarzeniu jakim jest poród??? Trochę to dla mnie nielogiczne.

Poród jest wydarzeniem intymnym i trudnym dla każdej kobiety. Podczas porodu jesteśmy obnażane, narażona na krępujące i bolesne zabiegi. Wielogodzinny wysiłek, strach przed czymś totalnie nieznanym i obawa o radosny finał tworzą mieszankę, która w różny sposób odbija się  na matce i dziecku.

Kobiecie w okresie porodu przysługują prawa człowieka i podstawowe wolności, w szczególności ochrona integralności, prywatności, poszanowanie godności osobistej i intymności. Mam więc prawo do informacji o organizacji opieki zdrowotnej, prawo do wyrażania zgody na jakąkolwiek interwencję medyczną, prawo do korzystania ze wsparcia najbliższych, a także prawo do wyboru i zmiany personelu medycznego! Przepisy ratyfikowanych umów międzynarodowych bezwzględnie zakazują nieludzkiego i poniżającego traktowania, nie przewidując w tym względzie żadnych wyjątków. Na odkreślenie zasługuje fakt, iż Europejski Trybunał Praw Człowieka odnosi traktowanie człowieka nie tylko do aspektów fizycznych, lecz także psychicznych, np. do wywołania poczucia strachu.

Poród jako szczególny okres w życiu każdej rodzinny ma olbrzymi wpływ na jej przyszłość. Położna przez swój profesjonalizm i pełne oddanie zapewnia kobiecie rodzącej poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Do podstawowych zadań położnych należy wspieranie kobiety, jej partnera i całej rodziny w czasie porodu i po porodzie. Czy jest to możliwe do osiągnięcia, kiedy kobieta spotyka położną dopiero na sali porodowej, czyli de facto ma do czynienia z zupełnie obcą jej osobą? Jeszcze gorzej, kiedy przychodzi nam rodzić na przełomie dyżurów i jesteśmy przekazywane niczym iedokończone projekty. Gdzie miejsce na podmiotowe traktowanie?

Niedawno, na stronach Fundacji Rodzić po Ludzku przeczytałam artykuł o instytucji z jaką dotąd się nie zetknęłam, o douli. Nazwa wywodzi się z języka greckiego i oznacza „kobietę która służy”. Zadaniem douli jest wspierać rodzącą w profesjonalny sposób, udzielać praktycznych rad oraz dostarczać niezbędnych informacji na temat samego porodu, a także w czasie połogu.
Na stronie możemy przeczytać „…Doula rozumie i chroni fizjologiczny przebieg porodu, odpowiada na emocjonalne potrzeby kobiety na każdym jego etapie. Pozostaje z rodzącą przez cały czas trwania porodu(…) Badania wykazały, że obecność douli skraca czas trwania porodu, zmniejsza ryzyko wystąpienia komplikacji i ułatwia karmienie piersią. (…) Jej obecność powoduje, że rodząca czuje się bezpieczna i otoczona opieką. Doula nie może zastąpić położnej, ale położna może być również doulą (…)”. Wiem, że w „moim” szpitalu nie ma etatowych doul, wiem jednak, że położne w nim pracujące starają się być również doulami, choć niełatwo sprostać  temu zadaniu biorąc pod uwagę istnienie kilku sal porodowych, obecny  wyż  demograficzny  i dwie położne dyżurujące.

Bardzo chciałabym móc wynająć położną, która będzie przy mnie od początku do końca. Która w całej tej wielkiej niewiadomej jaką jest poród będzie kimś znanym i oswojonym. Która nie będzie biegać do innych kobiet, ale zajmie się tylko mną dając mi poczucie bezpieczeństwa i fachowości. Która zapewni mi poczucie intymności, a dzięki temu także doniosłości tego wydarzenia. Zaufanie jest istotnym czynnikiem powodzenia wszelkich działań medycznych. Kobiety potrzebują obecności zaufanych położnych kiedy zostają matkami.
Ich prawdziwej obecności.

W imieniu własnym oraz całej rzeszy kobiet pragnę zaapelować do decydentów w placówkach tego typu, o rozpatrzenie tej arcyważnej kwestii. Zdaję sobie sprawę, że każda zmiana jest trudna, ale korzyści wynikające z pewnych usprawnień przechodzą czasem najśmielsze oczekiwania. W tym konkretnym wypadku spełnią się oczekiwania dużej grupy pacjentek, a personel zostanie pozytywnie zmotywowany do rzetelnej pracy. Kiedy reguły i zasady są jasno określone, gdy brak miejsca na jakiekolwiek nadużycia, rodzi się zdrowa rywalizacja, która finalnie punktuje na korzyść całej placówki.

Lucyna Socha–Siejka