Dostrzec w dziecku drugiego człowieka…

6/06/2016

Magdalena Godlewska, z pochodzenia Polka urodzona i wychowana w Szwecji. Do Polski na stałe przyjechała 5 lat temu. Z zawodu specjalista od business communications. Przez męża, aktora, związana z teatrem Montownia, gdzie pracuje jako producent teatralny. W Szwecji urodziła i sama wychowywała przez 2 lata córkę Maję (7 lat), w Polsce urodził się jej syn Kuba (3 lata). W rozmowie z Agnieszką Walko-Mazurek dzieli się swoimi spostrzeżeniami na temat różnic w podejściu rodziców do dziecka w Szwecji oraz w Polsce.

 

Amerykańska organizacja opieki nad dziećmi „Save the Children” zestawia co roku Mothers Index – ranking krajów, w których matkom i dzieciom żyje się najlepiej (lub najgorzej). W zeszłorocznym raporcie Szwecja zajęła ponownie pierwsze miejsce wśród 140 krajów. Polska zajęła 32 pozycję, jedną z ostatnich w grupie państw rozwiniętych. Skąd twoim zdaniem wynika ta przepaść w rankingu pomiędzy Szwecją a Polską i czy rzeczywiście łatwo jest być rodzicem w Szwecji?

Myślę, że różnica wynika przede wszystkim z faktu, że Szwecja ma za sobą ponad 30 lat edukacji społeczeństwa w temacie wychowania dziecka, inny jest też zakres pomocy udzielanej rodzinie ze strony państwa. A bycie rodzicem w Szwecji jest rzeczywiście łatwe. Wszystko jest tak zorganizowane, aby opieka nad dzieckiem nie była dla rodziców ciężarem. I co ważne, nie trzeba dużo zarabiać, aby wychować nawet kilkoro dzieci. Przede wszystkim bezpłatna i ogólnie dostępna jest opieka lekarska w czasie oraz po ciąży, bezpłatne są także szkoły rodzenia, które fantastycznie przygotowują kobietę do porodu i do opieki nad dzieckiem. Również po narodzinach dziecka rodzic nie jest pozostawiony sam sobie. Dziecku i matce przysługuje opieka wykwalifikowanej pielęgniarki, do której można się zwrócić, także telefonicznie, w każdej sprawie dotyczącej zdrowia i rozwoju dziecka. Zresztą szwedzcy rodzice nie są przewrażliwieni na punkcie zdrowia swoich dzieci tak, jak to często zauważam u polskich rodziców. Szwedzi idą do lekarza dopiero gdy dziecko ma gorączkę utrzymującą się dłużej niż dwa dni, bo inaczej lekarz w ogóle nie przyjmie.

A czy takie podejście do choroby dziecka nie wynika z braku lekarzy w Szwecji?

Nie sądzę. Chociaż rzeczywiście w Szwecji jest odczuwalny brak lekarzy. Jednak to, że rodzice nie biegną do lekarza z każdym przeziębieniem dziecka wynika raczej z samego podejścia Szwedów do pojęcia choroby. Ja na przykład przeżyłam szok, gdy dostrzegłam, że w Polsce ciążę traktuje się jak chorobę. Ciągle musiałam wszystkim przypominać, że nie jestem chora. Mogę normalnie chodzić, biegać, nosić, pracować. W Szwecji ciążę uważa się za stan naturalny, więc nikt nie widzi powodu, dla którego ciężarna kobieta miałaby być traktowana inaczej niż kobieta nie będąca w ciąży. Tak samo jest w przypadku dzieci. Dla większości Szwedów katar czy kaszel dziecka nie jest powodem żeby jechać do lekarza. Jest przecież tyle domowych sposobów leczenia przeziębienia. Wydaje mi się, że takie podejście w dużej mierze jest rezultatem sporych wydatków ponoszonych przez państwo na informację i profilaktykę. Szwedzi mają na przykład zakodowane, że dziecku można podać antybiotyk tylko gdy doszło do zakażenia bakteryjnego i to naprawdę w ostateczności. Zauważyłam, że w Polsce antybiotyki przepisuje się dziecku często profilaktycznie. Zupełnie tego nie rozumiem.

W Polsce gdy kobieta zachodzi po raz pierwszy w ciążę często nie posiada żadnej wiedzy na temat samego przebiegu ciąży, porodu, opieki i wychowania dziecka. Jak ta sprawa wygląda w Szwecji?

Tam jest zupełnie inaczej. Jak już wspomniałam państwo dba o to, aby każdy dorosły, potencjalny rodzic, posiadał wiedzę dotyczącą rozwoju i wychowania dziecka. Już w 8 klasie szkoły podstawowej, czyli w polskim gimnazjum, mamy przedmiot „Wiedza o dzieciach”, gdzie dowiadujemy się właśnie o przebiegu ciąży, porodzie, oraz o tym co to w praktyce oznacza „posiadać dziecko”. Pamiętam, że na lekcjach były specjalne lalki, na których w wieku 15 lat ćwiczyłam przewijanie dziecka. W zajęciach oczywiście uczestniczą także chłopcy. Na lekcjach tych jest również szeroko omawiana antykoncepcja.

Można więc powiedzieć, że to szkoła stanowi główne źródło wiedzy o antykoncepcji i macierzyństwie, a nie jak w Polsce kolorowe czasopisma i różnego rodzaju poradniki dla rodziców.

Tak, właściwie szwedzkie nastolatki wiedzą już wszystko, nawet jak się dobrze odżywiać w ciąży i jak prawidłowo odżywiać dziecko. Ale jeszcze 30 lat temu tak nie było. Edukacja w zakresie rodziny zaczęła się w Szwecji w latach 70-tych i teraz mamy tego efekty. W Polsce bardzo odczuwalny jest brak właśnie tego typu edukacji. Tutaj na przykład ludzie są zszokowani, że moja 7 letnia Maja wie co to jest prezerwatywa. Zobaczyła kiedyś prezerwatywy na stacji benzynowej, więc spytała się co to jest. Mąż tłumaczył, ale jakoś nie była usatysfakcjonowana odpowiedzią taty i akurat w telewizji szwedzkiej był program dla dzieci na ten temat. Powiedzieli co to jest, jak się używa, włożyli na banana i Maja po obejrzeniu programu mówi „Acha, to ja teraz już wiem”. I nie ma żadnego problemu, dramatu. W Szwecji taka wiedza u dzieci jest zupełnie normalna.

W Polsce, szczególnie w dużych miastach, w ostatnim czasie pojawiają się różnego rodzaju inicjatywy skierowane do rodziców małych dzieci. Powstają na przykład tzw. Kluby Mam, gdzie mamy małych dzieci wspólnie spędzają czas na rozmowach i różnych formach aktywności. Czy mama w Szwecji również ma możliwość uczestniczenia w różnego typu zajęciach skierowanych właśnie do niej?

O tak, jest bardzo dużo możliwość wypełnienia sobie całego dnia (śmiech). Pamiętam, że ja z małą Mają spędzałam całe dnie poza domem. W porze lunchu restauracje zapełnione są rodzicami (bo wielu też jest ojców) z wózkami z dziećmi. Po porodzie gmina zapewnia specjalne kursy dla rodziców małych dzieci. Rodzice spotykają się w odpowiedniej grupie (grupy są podzielone według wieku dziecka)  i dyskutują co się dzieje na danym etapie rozwoju dziecka. Na przykład jak dziecko w wieku 6 miesięcy zaczyna się już aktywnie ruszać omawiamy problemy związane z bezpieczeństwem w domu. Rodzic nie zostaje ze swoimi wątpliwościami i obawami sam, zawsze może liczyć na pomoc. Gmina zapewnia też wsparcie ze strony pielęgniarki i psychologa dla rodziców samotnie wychowujących dziecko. Tak się akurat złożyło, że ja sama wychowywałam Maję i absolutnie nie czułam z tego powodu żadnego dyskomfortu. Miałam aż nadmiar pomocy (śmiech). (Co nie oznacza, że uważam, iż bycie samotną matką jest czymś pozytywnym! Bo i tak jest ciężko, najbardziej pod względem psychicznym.)

A czy obserwując polskich „świeżo upieczonych” rodziców dostrzegasz w nich ten brak informacji na temat opieki i wychowania dziecka?

Jest to widoczne niemal na każdym kroku. Mam wielu znajomych z małymi dziećmi i zauważyłam, że polskie matki są bardzo zagubione w tym wszystkim. Rozmawiamy i mówię im jak to jest w Szwecji i dlaczego tak, a nie inaczej postępuję z moimi dziećmi. A one mi na to „No tak, rozumiem. Masz rację, ale moja mama mówi że…”. I tak sobie myślę, że największy zamęt w głowach młodych matek wprowadzają babcie. Strasznie się wtrącają w wychowanie wnuków, a przecież one wychowywały swoje dzieci w zupełnie innych czasach, ich informacje są całkowicie nieaktualne, a często nieprawdziwe. Ja na przykład zatrudniałam do moich dzieci opiekunki, ale zupełnie nie sprawdzały się starsze osoby. I to nie ja miałam z nimi problem, ale moje dzieci. Nie mogły się z nimi dogadać, bo jak się okazało są inaczej wychowane. Maja nie jest przyzwyczajona, że nie może zadzwonić do mamy gdy tego potrzebuje, a starsza pani mówiła „nie dzwoń do mamy, nie przeszkadzaj jej”. Jak można myśleć, że dziecko przeszkadza rodzicom? Tutaj dochodzi do głosu zupełnie inne spojrzenie na dziecko.

No właśnie, jakie jest to „szwedzkie spojrzenie na dziecko”?

W Szwecji przede wszystkim w dziecku dostrzega się drugiego człowieka, drugą osobę. Z dzieckiem się rozmawia, wyjaśnia mu się dlaczego jest tak, a nie inaczej. Nie ma argumentu „nie, bo nie!”. Mówi się zawsze „nie, ponieważ…”. Naturalnym jest, że rodzic bywa zmęczony i nie może dać dziecku tego, czego się akurat domaga, ale nawet powiedzenie „nie, bo jestem już bardzo zmęczona…” też jest argumentem. I dziecko to zrozumie. Myślę, że w całym społeczeństwie szwedzkim to uzasadnianie swojego postępowania jest bardzo ważnym elementem komunikacji. Szwedzi znani są z tego, że chcą znać przyczynę. Ale to się właśnie bierze z wychowania.

W Polsce rodzice często uważają, że nie ma co z dzieckiem dyskutować, bo i tak nic nie rozumie…

Niestety tutaj nadal w większości panuje przekonanie, że „dzieci i ryby nie mają głosu”. Najgorsze co można zrobić to nakrzyczeć na dziecko lub dać mu klapsa. Bo taka metoda nic nie da. Owszem, dziecko być może przestanie się czegoś domagać, bo się przestraszy, ale efekt będzie taki, że im będzie starsze tym mniej będzie rozmawiać z rodzicami, ponieważ będzie się bało. Nie wyobrażam sobie jak można wychowywać dziecko na podstawie strachu do własnej osoby. Moja metoda, która zresztą sprawdza się jak dotąd przez 7 lat z Mają i 3 lata z Kubą, jest taka, że gdy dziecko zaczyna płakać lub awanturować się z jakiegoś powodu, to jeśli ja zadam sobie chociaż 5 sekund trudu, aby dowiedzieć się jaki jest tego powód to uda nam się dojść do porozumienia. Zachowanie dziecka zawsze ma jakąś konkretną przyczynę. Trzeba tylko starać się ją poznać.

Szwecja w latach 70-tych, jako pierwszy kraj na świecie, wprowadziło zakaz bicia dzieci. Według sondaży 90% Szwedów popiera ten zakaz i twierdzi, że nigdy nie ukarało fizycznie swojego dziecka. Wygląda na to, że Szwedzi mają dużą świadomość jaką krzywdę wyrządza w psychice dziecka bicie.

Jak już mówiłam w Szwecji edukacja na temat wychowania dziecka jest na wysokim poziomie. Szwedzi wiedzą, że klaps nie jest sposobem na rozwiązanie problemu i przestrzegają zakazu bicia. Na ulicy można co najwyżej zobaczyć obcokrajowca, który daje klapsa swojemu dziecku. Zresztą same dzieci są świadome swojej nietykalności osobistej, bo już w przedszkolu uczą się o demokracji i prawach jakie przysługują im jako dzieciom. Przedszkolak uczy się, że drugi człowiek jest wartością i że jemu przysługują prawa z racji tego, że jest osobą. Jednak jeszcze 30 lat temu tak nie było. Swego czasu oglądałam kroniki z lat 70-tych, gdzie Szwedzi wypowiadali się na temat wprowadzonego właśnie zakazu bicia dzieci. I wypowiedzi tych ludzi były dokładnie takie same jak teraz Polaków, tj. że bez tzw. klapsa nie da się wychować dziecka na „porządnego człowieka”, że jest konieczny. Więc ja się nie martwię, że to się nie zmieni w Polsce, zmieni się, tylko mam nadzieję, że nie potrwa to 30 lat.

Czyli nie wystarczy jedynie zakazać bicia dzieci, musi pójść za tym informacja, edukacja…

Tak, ale taki odgórny przekaz ze strony władz, że nie zgadzamy się na bicie dzieci jest bardzo ważny. Właściwie jest to początek wszystkiego. Nie można najpierw edukować a potem zakazać. Ludzie szybciej zmieniają swoje zachowanie, gdy w jakiś sposób są zmuszani aby się dostosować. To tak samo jako z ograniczeniem prędkość w uliczkach osiedlowych, kierowcy zaczęli przestrzegać przepisów dopiero gdy obok znaków z ograniczeniem prędkości pojawiły się garby na jezdni.

A jak „szwedzki model wychowania” odbija się w zachowaniu dziecka? Czy zauważasz, że twoje dzieci różnią się od ich polskich rówieśników?

Moje dzieci są postrzegane jako trochę inne. Mają lepsze poczucie własnej wartości i są przede wszystkim bardziej samodzielne. Maja i Kuba, zresztą tak jak inne dzieci w Szwecji, w wieku 2 lat same się już ubierały i jadły. Maja nauczyła się tych czynności w szwedzkim przedszkolu. Szwedzi uważają, że małe dziecko może już wykonywać wiele rzeczy samodzielnie. Zauważyłam, że w Polsce nadal jest wiele przesądów dotyczących rozwoju dziecka, że czegoś tam dziecko nie powinno, bo nie jest jeszcze na tym etapie rozwoju. Szwedzi uczą się, że każde dziecko jest indywidualnością i samo da znać czy coś może czy nie może wykonać. Jeśli go nie boli i czuje się dobrze to dlaczego ma się rodzic martwić?

Można więc powiedzieć, że szwedzcy rodzice podchodzą do wychowania dzieci z większą swobodą, zrozumieniem dla indywidualnych cech dziecka.

Powiedziałabym, że podchodzą bardziej naturalnie. Akceptują swobodny rozwój dziecka nie starając się go kształtować na siłę od najmłodszych lat. Szwedzi raczej chcą, żeby ich dziecko czuło się szczęśliwe, żeby miało dobre samopoczucie, a nie na przykład, aby było grzeczne. Starają się dziecko zachęcać do czegoś ale nie zmuszać.

Czy można nazwać taki sposób wychowywania „bezstresowym”?

Tak, ale szwedzkie pojęcie „bezstresowego wychowania” nie jest adekwatne do polskiego znaczenia tego wyrażenia. W Polsce raczej odbiera się je jako pozwalanie dziecku na wszystko, a tam wprost przeciwnie. Uważa się, że dziecko jest nieszczęśliwe gdy nie ma jasno określonych reguł. Wpaja się dzieciom zasady, ale poprzez rozmowę z nimi. W tym nie ma jakiejś głębszej filozofii, po prostu postępuje się wobec dziecka tak, jak każdy chciałby, aby postępowano wobec niego, czyli nie poniżając, nie obrażając, nie bijąc go. Ważne jest wspieranie dziecka, czyli unikanie krytyki w stylu „nic nie umiesz”, „wszytko robisz źle”, „nie dasz sobie rady” itp. W Szwecji mówi się od małego „super, pięknie to zrobiłeś”, „dasz sobie radę” i to myślę jest jedna z większych różnic w sposobie wychowywania dzieci w Polsce i w Szwecji. I moim zdaniem, właśnie dzięki takiemu podejściu do dziecka Skandynawowie, pomimo niewielkiej liczby ludności, osiągają sukcesy w świecie.

Więc może zamiast dodatkowych lekcji angielskiego w przedszkolu powinno się dzieciom pozwalać na swobodny rozwój indywidualnych uzdolnień?

Dzieci powinny przede wszystkim wychodzić na dwór i się bawić. Zabawa rozwija u dziecka kreatywność. Można oczywiście podać temat zabawy, ale należy pozwolić dzieciom bawić się samym ze sobą. Niestety w polskich przedszkolach jest z tym duży problem. Przedszkolanki starają się cały czas prowadzić zabawę, a to powoduje, że dziecko nie uczy się samodzielnie myśleć. W Szwecji od najmłodszych lat posyła się dzieci na basen, ale nauka języka angielskiego zaczyna się dopiero w szkole, a mimo to wszyscy Szwedzi dobrze znają ten język.  Ja Maję zostawiałam w przedszkolu rano i ona do obiadu, czyli godziny 11 bawiła się na dworze, do minus 15 stopni, po obiedzie godzina spania i znów dzieci szły na dwór. W polskim przedszkolu dobrze jest jak Kuba spędza godzinę na dworze, większość czasu wypełniają 3-latkowi zajęcia. Problem tkwi w rodzicach, gdyż uważają, że im więcej zorganizowanych zajęć ma małe dziecko tym lepiej, a tak naprawdę takie zajęcia często niewiele dają dziecku, a bywają dla niego źródłem stresu.

Uważa się, że dziecko staje się takim, jakim jest rodzic. Czy o tym też uczą w szwedzkich szkołach?

Myślę, że większość rodziców jest tego świadoma. Podstawy dziecko zawsze wynosi z domu. Przykład jaki rodzic daje swojemu dziecku jest bardzo ważny. Istotny jest wzajemny szacunek rodziców do siebie na wzajem, z czym w Polsce też jest problem. Szwedzi od małego uczą się akceptacji, a więc szacunku do drugiego człowieka, co przekłada się oczywiście na ich stosunek do dzieci. Bo jeśli ktoś nie szanuje innych to jak może szanować dziecko, jak może wychowywać je nie krzywdząc go jednocześnie? Uważam, że jeśli chce się wpłynąć pozytywnie na dziecko należy najpierw przyjrzeć się swojemu zachowaniu. Nie można zrzucać winy na szkołę, czy rówieśników dziecka. Jeśli ja nie chcę żeby ludzie umierali na drogach to przestrzegam przepisów drogowych. Taki model postępowania jest bardzo charakterystyczny dla Szwedów.

Jednym słowem Polakom daleko jeszcze do osiągnięcia takiej świadomości i wiedzy na temat wychowania dziecka jaką posiada przeciętny szwedzki rodzic.

Wynika to z braku dostatecznej informacji i edukacji. Ale jak już mówiłam Szwecja ma za sobą ponad 30 lat kampanii informacyjnej w szkołach i w mediach. Dlatego są efekty. Jednak nie twierdzę, że w Polsce jest źle jeśli chodzi o wychowywanie dziecka. Świadomy polski rodzic musi po prostu włożyć więcej wysiłku, gdyż nie ma odpowiedniego wsparcia ze strony państwa. Brak szeroko dostępnej informacji powoduje niski poziom prewencji. Na przykład dzieci w przedszkolu, do którego chodzi Maja i Kuba dostawały prawie codziennie cukierki. W Szwecji takie karmienie dzieci słodyczami jest nie do pomyślenia. Jednak dzięki interwencji rodziców udało się przekonać przedszkolanki, aby przestały rozdawać te cukierki, a w przypadku urodzin dziecka, aby słodkie jedzenie ograniczyć do kawałka tortu i owoców. Tak więc tego typu oddolne inicjatywy ze strony rodziców mogą wiele zmienić, bez czekania aż „ktoś coś zrobi”. Ważne też, aby polscy rodzice dostrzegli, że nie zmienią na siłę charakteru swojego dziecka, mogą co najwyżej zmienić się sami tak, aby być w stanie zaakceptować dziecko takim jakie jest.

Bardzo dziękuję za rozmowę.